15 sierpnia 2017

„Wrota Śmierci" I rozdział

Królestwo Armarion, rok 3540r.
            Ostry huk przeszył niebo. Wystraszone ptaki natychmiast oderwały się od drzew, głośno trzepiąc skrzydłami. Intensywna burza nadciągała wielkimi krokami, płosząc wszystkie zwierzęta. Rozszalały wiatr porywał złociste liście do tańca, by te mogły niespokojnie unosić się w górę i w dół. Ludzie uciekali przed nim w popłochu do swoich ciepłych domów.
            Jedyną osobą, która pozostała w tej okolicy na zewnątrz okazała się dziewczyna o kręconych, kruczoczarnych włosach. W tej chwili schowane były w kapturze, z którego wydostawało się kilka kosmyków.  Dziewczyna miała delikatne rysy twarzy i łagodny makijaż, który dodawał jej uroku. Na ramiona założyła gruby, czerwony płaszcz, na którym znajdował się niedbale zawiązany szalik, powiewający na wietrze z każdym, choćby najmniejszym porywem wiatru; do tego czarne spodnie oraz tego samego koloru skórzane kozaki ze złotym zamkiem z boku. Kroki dziewczyny z sekundy na sekundę stawały się coraz szybsze. Rozbiegane spojrzenie śledziło każdy milimetr najbliższego lasu. Trzask łamiącej się gałęzi wcale nie pomógł przestraszonej pannie. Obróciła się szybko w stronę dochodzącego hałasu. Dziewczyna miała wrażenie, że ktoś śledzi ją już od dłuższego czasu, specjalnie uprzedzając o swojej obecności.
            — Ktoś tu jest? — pytała nieustannie, gdy słyszała jakieś podejrzane odgłosy. Zdawała sobie sprawę, że może być przewrażliwiona, ale wolała się upewnić. Jednak za każdym razem odpowiadała jej cisza i tym razem także tak było. Wzięła kilka głębszych wdechów, po czym prawie biegiem udała się w stronę swojego domu.
            Gdy tylko tam dotarła, oparła się o drzwi. Ciężko dysząc, zamknęła oczy, powoli się uspokajając. Zimny wiatr pomógł jej uporządkować myśli, jednak przypomniał również o mrozie panującym na zewnątrz. Wcześniejsza sytuacja opanowała cały jej umysł, więc dziewczyna nie miała czasu, aby się martwić o chłód. Opatuliła się mocniej płaszczem, po czym zaczęła szukać we wnętrzu swej kieszeni klucza. Z miną zwycięzcy wyjęła go po kilku sekundach z pomiędzy wielu zbędnych rzeczy znajdujących się w jej kieszeni. Jeszcze raz rozejrzała się ostrożnie wokół. Uznając, że wszystko jest w porządku, włożyła klucz do zamka i delikatnie przekręciła. Zamek cicho szczęknął.  Dziewczyna od razu weszła do pomieszczenia, szybko kierując się ku kominkowi, z którego tlił się jeszcze ogień i dołożyła kilka kawałków drewna. Zaraz potem ruszyła w stronę swojego pokoju. Zdjęła tam swój ciepły płaszcz, zamieniając go na stary, powyciągany sweter. Jej wzrok przykuła gruba, opasła książka, która leżała otwarta na wąskim łóżku. Dziewczyna od razu ją rozpoznała. Było to bardzo ciężkie tomisko poświęcone przeróżnym zaklęciom i rytuałom. Od lat przetrzymywała tę księgę w kufrze razem z pamiątkami po rodzicach, którzy kilka lat temu zginęli w wypadku. Nie miała pojęcia, jak mogła znaleźć się na jej łóżku. Dokładnie pamiętała, jak wczoraj odkładała ją na swoje miejsce.
Szybko chwyciła za książkę i czym prędzej schowała ją do kufra ukrytego pomiędzy deskami tuż pod jej łóżkiem. Gdy tylko włożyła ją z powrotem na miejsce, odetchnęła z ulgą, bowiem dziewczyna od lat skrywała tajemnicę, która za pomocą jednej  księgi mogłaby ujrzeć światło dzienne...
Zaraz potem ułożyła się wygodnie na łóżku, otulając ciepłym kocem. Po bardzo męczącym dniu marzyła już tylko o szybkim zapadnięciu w sen, jednak on nie przychodził, a tłukący w szyby deszcz wcale jej w tym nie pomagał.
W końcu zrezygnowana wstała z łóżka, zamierzając przygotować sobie kubek gorącego mleka, aby pomógł dziewczynie zasnąć, gdy wzrok wiedźmy padł na zbiorowisko, zgromadzone na środku wioski. Ujrzała je przez okno, z którego miała idealny widok na odbywającą się scenerię, bowiem dom czarownicy stał prawie w samym centrum wioski.  Dziewczyna podeszła bliżej okna, ażeby dowiedzieć się, co było przyczyną takiego zainteresowania.
Z ciekawości uchyliła je lekko w celu usłyszenia tego, co się dzieje na zewnątrz.
— Proszę się rozejść! Koniec widowiska — krzyknął jeden ze strażników króla, po czym pociągnął za sobą młodego chłopaka, którego ręce zostały związane grubymi linami, aby nie mógł nimi poruszać.
Strażnicy byli ubrani w srebrzyste, lekkie, lecz stanowiące niezwykłą ochronę zbroje,  które były dopasowane do ciała każdego z nich, aby lepiej było im się poruszać w walce, zaś wokół bioder byli przepasani czarnym, skórzanym pasem, na którym przymocowany był bardzo precyzyjnie wykonany miecz, z wygrawerowanym na środku zbrocza* godłem królestwa, a mianowicie czarnym krukiem.
Strażnicy, odkąd pamiętała, strzegli wioskę przed buntem ludu przeciwko wiecznie naburmuszonego i niezwykle zawistnego króla. Skuteczność wartowników w tępieniu zalążków buntu była bardzo wysoka,  dlatego ze strachu mało kto próbował pokazać jakikolwiek sprzeciw.
Dziewczyna zmrużyła oczy,  aby pośród zapadającego mroku lepiej się przyjrzeć chłopakowi. Brązowe włosy nieznajomego targał wiatr, miał na sobie lekko sfatygowane i pobrudzone ubranie, a  jego oczy rozbiegały się na wszystkie strony szukając pomocy.  Wyraźnie i mocno wyrywał się strażnikowi, co zauważyli pozostali i szybko ruszyli żołnierzowi na pomoc. Nawet nie minęła minuta, gdy koło niego pojawiło się aż trzech nowych strażników, którzy chwycili go brutalnie za barki, aby im nie uciekł.
Niedaleko chłopaka zauważyła porozrzucaną żywność. Od razu domyśliła się, że musiał ją ukraść, co przysporzyło mu samych kłopotów, bowiem strażnicy byli bardzo uważni i zauważali każde, nawet najmniejsze przewinienie...
W tej wiosce to nie było nic nowego. Kradzież należała do najrzadszych przestępstw w tutejszym regionie. Niektóre rodziny głodowały, a czasem zrozpaczone potomstwo próbowało znaleźć sposób, gdzie mogliby niepostrzeżenie wynieść jedzenie ze sklepu, zamku, wprost do swoich domów. Pożywienia zawsze brakowało w całym królestwie, a król zazwyczaj za taką kradzież skazywał ludzi na śmierć, gdyż według niego plądrowanie stoisk z jedzeniem było niewybaczalne, choć zdarzały się takie przypadki, że otrzymywali tylko kilkanaście batów na pręgierzu, ale to zdarzało się bardzo rzadko i zazwyczaj dzięki wstawiennictwu wyżej postawionego członka rodziny, nie mającego zamiaru zostać zhańbionym, bowiem rodzina,  w której ktoś został skazany na śmierć, była do końca swojego życia zdana na wieczne potępienie, a mianowicie według króla było to ośmieszenie całej rodziny i podniesienie podatków. Niektórzy przez wzrost kosztów umierali, gdyż nie płacąc danin, zostawali wygnani ze swoich domów, a ich głowy przynoszone były królowi, który z kolei rozwieszał je na bramach, aby odstraszyć potencjalnych buntowników.
Takie rzeczy bywały już na porządku dziennym, ale i tak zawsze żal jej się robiło tych ludzi, którzy bez żadnych pieniędzy i umiejętności do hodowania trzody chlewnej, czy też rybołówstwa, nie mieli nic do stracenia, jak tylko kraść... 
Gdy wzrok chłopaka spoczął na czarownicy, wystraszona od razu szybko zatrzasnęła okno i zrobiła kilka kroków w tył, jednak nieznajomy nadal  uparcie wpatrywał się w okno, z którego już nie mógł jej zobaczyć.
Wielu ludzi patrzyło na nią, szukając jakiejkolwiek pomocy, gdy zostali przyłapani, ale ten wzrok różnił się od innych przestępców, sprawiał wrażenie bardziej zaciekawionego, niż przerażonego i zdesperowanego.
Dziewczyna powoli podeszła do okna. Ich wzrok spotkał się na kilka sekund. To spojrzenie coś w niej poruszyło. Chciała mu pomóc. Nie wiedziała, skąd wezbrało się w niej to uczucie, ale była przekonana, że musi coś zrobić, inaczej nikt nie wyciągnie pomocnej dłoni w stronę chłopaka.
Szybko, ale niespostrzeżona przez nikogo, wybiegła z domu, wcześniej porywając z wieszaka swój czerwony płaszcz. W drodze okryła się nim i nałożyła sobie na głowę kaptur. Po cichu wmieszała się w tłum.
      — Saὃgr de sevi  — dyskretnie wyszeptała z zamkniętymi oczami, nie będąc pewna, czy zaklęcie przyniesie skutek, bowiem była początkującą i jej czary mogły tylko zadziałać w niewielkiej odległości od niej samej.
Po chwili dało się słyszeć krzyk strażników, którzy stracili czucie we wszystkich częściach ciała, tym samym trzech z żołnierzy, którzy trzymali chłopaka, puścili go, padając z niemocy na ziemię.

Chłopak popatrzył się na dziewczynę i poruszył lekko ustami. Po krótkim zastanowieniu wiedźma zorientowała się, że wypowiedział bezgłośne „dziękuję”, po czym odwrócił się błyskawicznie, zostawiając zdziwioną czarodziejkę w samym środku zamieszania.

Wieśniacy kręcili się dookoła, nie mogąc uwierzyć w to, co się wydarzyło. Panował tam okropny harmider, jednak jak szybko się pojawił, tak szybko ucichł, gdyż strażnicy znów odzyskali czucie. Przerażeni popatrzyli na siebie, nie wiedząc, co było powodem tego nagłego zaniku kontroli. Sama czarownica była zszokowana. Nie miała pojęcia, skąd nieznajomy ją rozpoznał spośród tylu ludzi... Przecież z jego perspektywy to mógł być każdy, a popatrzył właśnie na nią, jakby był pewny, że to ona pospieszyła mu na ratunek. Ponadto nie potrafiła jeszcze utrzymać na dłuższy czas swoich czarów. To było dla niej niezwykle frustrujące, gdyż nie mogła nad tym zapanować całkowicie, a treningi, które odbywała codziennie po kilka godzin z babcią,  na nic się nie przydały.
Oszołomieni wartownicy popatrzyli wokół, rozglądając się za chłopakiem, jednak nie znaleźli go. Z tego powodu rozdzielili się na trzy grupy w poszukiwaniu złodzieja.

Gdy strażnicy zniknęli za murami domów, cała ludność rozbiegła się do swoich zajęć, jakby wcześniejsze zdarzenie nigdy nie miało miejsca. Dziewczyna popatrzyła na to zachowanie z wielkim rozczarowaniem, bowiem nie rozumiała, dlaczego ludzie są tak nieczuli na cudzą krzywdę... Ale była pewna jednego... Musi pomóc nieznajomemu za wszelką cenę wydostać się z wioski. Tutaj był zdany na siebie...

______________________________
zbrocze* - szerokie, płytkie wgłębienie wzdłuż głowni broni siecznej, na długość do połowy lub nieco dalej głowni, np. miecza. Służyło zwiększeniu sztywności głowni przy zmniejszeniu jej ciężaru. 

***

Szału z długością nie ma, ale myślę że z perspektywy czasu i rozwinięciem się akcji rozdziały będą dłuższe.
To taki króciutki wstęp, chociaż i tak, jak dla mnie jest bardzo długi. Wcześniej pisałam trochę ponad jedną stronę w wordzie, a ta praca ma dwie i pół strony! Jestem z siebie bardzo dumna! :D
Jak Wam się podobał? Pomysł przypadł Wam do gustu?
A  co myślicie o nowym szablonie? Sama go robiłam i męczyłam się nad nim wieki. Sama nie wiem, czy mi się podoba, czy nie :D

I najważniejsze... Wiecie, że w tym roku idę do trzeciej klasy liceum, a wiążę się z tym matura... Dlatego nie jestem pewna, czy będę komentować Wasze opowiadania... Przepraszam, ale nie będę chyba do tego zdolna od września... Chcę pisać aż trzy rozszerzenia i to wymaga z mojej strony masę pracy. Wróciłam, bo natchnęła mnie wena, chęć poprawienia się przed maturą i to też jest dla mnie forma relaksująca, dlatego już na wstępie piszę, że jeśli chcecie żebym Wam komentowała, no to przykro mi, bo z tym może być ciężko. Niech komentuje i czyta ten, kto chce i robi to z przyjemnością a nie w zamian za komentarz! Ja z chęcią czytałabym Wasze opowiadania, ale widzicie jaki będę mieć zapieprz i już teraz powoli wyciągam książki i przypominam sobie niektóre rzeczy, więc to tak na wstępie ode mnie, żeby potem nie było płaczu i jęków, ale spróbuję się z tym zmierzyć i również skomentować Wasze opowiadania! :).

+  kto chce być informowany o nowym rozdziale, to proszę się udać do zakładki "informowani", która znajduje się zaraz na górze, pod nagłówkiem.

Rozdział zbetowała cudowna i niezastąpiona Agrat!